Rewolucja Bonapardew
 |
|
Jeżeli ktoś z jakiegoś powodu w ostatnich trzech tygodniach nie śledził wydarzeń z angielskich boisk, dziś może nie dowierzać własnym oczom. Kilka kolejek temu było oczywiste, że Alan Pardew notuje jeden z mniej efektownych startów w swojej błyskotliwej karierze. Pierwsza koalicja złożona z Manchesteru City, Stoke czy choćby z rewelacji tegorocznej ligi- Southampton, nie pozwoliła drużynie angielskiego szkoleniowca na zbliżenie się do czołówki angielskiej ekstraklasy. Można eufemistycznie powiedzieć, że ci ostatni rozjechali się wręcz po popularnych "Srokach", wygrywając efektownie 4-0. Miałem po tym meczu obraz drużyny Newcastle kulejącej, nie mogącej złapać oddechu. W pierwszych siedmiu meczach ligowych chłopaki z St James' Park zdobyli zaledwie 4 oczka i nikt nie oczekiwał już od nich w tym sezonie zbyt wiele. 18. października udało im się wydrzeć 3 punkty drużynie z Leicester, ale to co stało się tydzień później przerosło moje oczekiwania. Na White Hart Lane rozegrała się prawdziwa bitwa pod Austerlitz, w której to goście odnieśli wielki triumf nad drużyną Pochettino. Kolejne wydarzenia udowodniły, że nic nie jest dziełem przypadku. Zwycięstwo nad Manchesterem City 0-2 w Capital One Cup i pokonanie Liverpoolu 1-0 w meczu ligowym sprawiły, że Ci którzy po meczu z Southampton zwalniali Alana Pardew, dziś biją się w pierś i jedyne co mogą zrobić to zasalutować. Na dzień dzisiejszy ,,Czarno-biali" tracą tylko 4 punkty do strefy pucharowej, co wcale nie odbiera im nadziei na uczestnictwo w Lidze Europejskiej w następnym sezonie. Patrząc na ich obecną formę mogę zaryzykować stwierdzenie, że chłopaki naprawdę powalczą. Śledząc postępy ekipy Newcastle w ostatnich tygodniach, można zadać sobie jedno proste pytanie... Można? Otóż można... i jak się okazuje wcale nie trzeba zatrudniać całej armii Francuzów, żeby wygrywać ważne bitwy. Chciałoby się powiedzieć, że Alan Pardew znowu przekonał się, jak to jest wrócić z dalekiej podróży. Ja osobiście cieszę się tylko, że nie zajęło mu to większości sezonu i nikt nie będzie mówił o 100 dniach Bonapardew.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz