Samo powiedzenie: ,,Chłopaki nie płaczą" jest ok, ale do czasu aż w grę nie wchodzi
football. Jest to prawdziwy wyciskacz najbardziej męskich łez na świecie. Każdy kibic
lubi sobie popłakać ze szczęścia, mniej ze smutku, ale zdarzają się też historie,
które powodują wzruszenie na tyle silne, że nie sposób się powstrzymać.
Chyba każdy wielki piłkarz ma to do siebie, że jest kojarzony z jednym
klubem. Nie ważne jakim: silnym, słabszym, większym czy mniejszym.
I tak chociażby Seedorf jest kojarzony z AC Milanem, Paul Scholes z
Manchesterem United, Carles Puyol z Barceloną i tak dalej. Każdy z nich
wywołuje mój wielki respekt, uznanie i podziw. Istnieje jednak jeden zawodnik,
którego historia wyjątkowo trafiła w moje serce. Tym gościem jest Thierry Henry.
Swoją profesjonalną karierę Francuz zaczynał w AS Monaco. Zadebiutował w
jego barwach w 1994 roku jako siedemnastolatek. Świetna dyspozycja
sprawiła że został on powołany na Mistrzostwa Świata w 1998 roku, które odbywały
się w jego ojczyźnie. Fenomenalna Francja pokonała Brazylię w wielkim Finale 3-0 i
zdobyła złoty medal. Sam Henry zdobył na tych mistrzostwach 3 bramki.
Jego dobra forma doprowadziła do podpisania kontraktu z jednym z
największych europejskich klubów- Juventusem Turyn.
Zagrał tam tylko jeden przeciętny sezon a już po roku włoski klub sięgnął po jego
rodaka z byłej drużyny- Davida Trezeguet, który okazał się lepszym napastnikiem dla
Juve.Ale ''Lepszym napastnikiem dla Juve'' nie oznacza: "Lepszym napastnikiem ogólnie".
Jeszcze w roku 1999. 22-letni letni Henry przeniósł się do stolicy europejskiego
footballu- Anglii. Ci, którzy są w temacie wiedzą, że to posunięcie absolutnie
odmieniło karierę młodego wówczas Francuza. Od tego momentu był już bowiem zawodnikiem
Arsenalu Londyn, a jego nowym trenerem został Arsene Wenger. Z czystym sumieniem
stwierdzam, że sprowadzenie Titiego było najlepszym ruchem w całej wieloletniej
karierze Bossa Kanonierów.

Młody napastnik bardzo szybko został jednym z najlepszych
atakujących w Premier League. Jego rozwój nastąpił w tempie atomowym.
Pomogło mu zapewne również to, że trafił do Arsenalu naprawdę
spektakularnego, naszpikowanego wielkimi nazwiskami. Tacy piłkarze jak
Dennis Bergkamp, Robert Pirès, Patrick Vieira czy Fredrik Ljungberg
stanowili znakomity wzór prawdziwej drużyny i pokazali młodszemu koledze
o co w tym wszystkim chodzi. Nie tylko w klubie Thierry miał szczęście
do kompanów, z którymi grał do jednej bramki. W reprezentacji Francji dzielił
szatnię między innymi z takimi gwiazdami światowej piłki jak: wspomniani
wcześniej Trezeguet i Vieira, Zinedine Zidane, Laurent Blanc, Emmanuel Petit,
czy Lilian Thuram.
Thierry Henry spędził w Arsenalu osiem pięknych lat. Zdobył w Londynie 7 trofeów, w tym 2 razy Mistrzostwo Anglii, dwa Złote Buty dla najlepszego strzelca w Europie, dwa razy został nominowany do Złotej Piłki Fifa. W tym plebiscycie dwukrotnie zajął drugie miejsce. W sezonie 2003/2004 jego Arsenal
wygrał lokalną ligę nie doznając przy tym ani jednej porażki, co na wieki zapisało się w historii footballu.Ludzie zachwycali się grą drużyny z Highbury przez cały sezon, a Thierry Henry był bardzo ważną częścią
ówczesnej układanki Wengera. Po ośmiu latach i zdobyciu stu siedemdziesięciu czterech goli dla Arsenalu Londyn nadszedł czas by odejść.W roku 2007 Francuz został kupiony przez potęgę światowej piłki- FC Barcelonę i pomimo, że już w pierwszym sezonie udało mu się wygrać z nową drużyną Potrójną Koronę,
że strzelił dla niej 35 bramek, Thierry Henry zawsze będzie kojarzony przeze mnie tylko z klubem z Londynu.
Wielu wspaniałym piłkarzom zdarzyło się jednak na boisku poświęcić swoje dobre
imię dla dobra drużyny i zwycięstwa. Podczas meczu eliminacji do Mistrzostw Świata 2010
Francja musiała pokonać Irlandię aby awansować do finałów w RPA.
Po 33. minucie, kiedy Robbie Keane wyprowadził Irlandię na prowadzenie, sprawy mocno
się skomplikowały. Cud, a raczej Thierry Henry sprawił ( dokładniej jego występek),
że Francja jednak strzeliła bramkę i awansowała. Nie była to jednak bramka strzelona zgodnie z zasadami gry
w piłkę. Gdy footballówka miała uciec za linię końcową pod bramką Irlandczyków, Thierry Henry opanował grę,
przytrzymując ją ręką i dograł do Gallasa, który wpakował piłkę do siatki. Sprawa ta odbiła się wielkim echem,
a sam Henry został nazwany oszustem, szczypiornistą i cynikiem. Dla niego najważniejszy jednak był awans
na Mundial. Nie przejmował się głosem rozwścieczonego tłumu. Wierzę jednak, że większość osób wybaczy ówczesnemu
kapitanowi Francuzów chwilę słabości i zapamięta go z jak najlepszej strony.
Po Mundialu w RPA, Henry zakończył 13-letnią przygodę z francuską kadrą jako strzelec
największej liczby bramek. Zdobył ich aż 51. To jednak nie koniec ważnych decyzji francuskiego
napastnika. 14 lipca 2010. roku oficjalnie został zawodnikiem drużyny New York Red Bulls.
Miałem wrażenie, że to już koniec jego poważnej kariery. Okazało się jednak, że nie
do końca miałem rację. To co stało się 9 stycznia 2012 roku na Emirates Stadium,
może nie zapisało się na wieki w historii piłki nożnej, ale było to wydarzenie, które
zapamiętam do końca życia. Pamiętam, że Arsenal miał wtedy poważne problemy kadrowe.
Chodziło o to, że nie za bardzo było komu grać na pozycji napastnika. To co zrobił Arsene Wenger
bardzo mnie zaskoczyło. Trener Kanonierów postanowił wypożyczyć swojego byłego podopiecznego z Nowego
Jorku do Londynu na krótki okres czasu. Z niecierpliwością czekałem by znów zobaczyć Titiego
w koszulce z Armatką na piersi. 9 stycznia 2012 roku odbył się mecz w ramach F.A Cup pomiędzy
Arsenalem Londyn, a Leeds United. Francuz pojawił się na boisku w drugiej połowie. O ile pamiętam zastąpił
wtedy Theo Walcotta przy stanie 0-0. Przyszedł taki czas, w tej krótkiej opowieści, że brakuje mi słów aby
opisać co poczułem, kiedy Thierry Henry zdobył w 78' minucie bramkę na wagę zwycięstwa. Oglądając
ten mecz w domowym zaciszu nagle poczułem się jakbym był wtedy na Emirates. Kiedy zobaczyłem jego
radość, przypomniały mi się wszystkie piękne chwile, kiedy to grał dla Arsenalu przed przeprowadzką do Barcelony.
Nie sposób było wtedy powstrzymać łez... były to jednak łzy, których żaden mężczyzna nigdy by się nie
powstydził.

Thierry Henry zapisał się na wieki w sercach fanów nie tylko Arsenalu, ale całego footballu.
Jego spektakularne bramki niejednokrotnie zapewniały zwycięstwo drużynom dla których grał.
Dziś przed stadionem Arsenalu stoi jego pomnik, co jest jego największym indywidualnym wyróżnieniem.
Z perspektywy czasu dostrzegam, że był to piłkarz ponadprzeciętny, a za jego grą będę tęsknił już
do końca moich dni. Zostanie przeze mnie zapamiętany jako wielki wojownik, który nigdy nie złożył broni. Ktoś na kim warto się wzorować.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz