Każdy sportowiec jest kowalem swego losu. Choć ma dookoła siebie wielu ludzi z agentem na czele, to ostateczna decyzja należy zawsze do niego. Nie wiem czy jest to wina chciwości, parcia na szkło czy zwykłego braku zdolności przewidywania faktów, ale wielu świetnych zawodników pokierowało swoją karierą bardzo nieumiejętnie. Nie chodzi o to, że złapali gorszą formę czy doznali kontuzji, tylko o to, że podejmowali złe decyzje i zachowywali się po prostu nieodpowiednio.
Nie wiem czy w przypadku Davida Beckhama ,,nieodpowiednie zachowanie" to trafne wyrażenie, czy zwykły eufemizm. Do dziś jednak bardziej jest znany jako celebryta i gwiazda komercyjna, niż świetny piłkarz, co ma sobie zapewne za złe bardziej, niż sam Sir Alex Ferguson. Gdyby podejmował rozsądniejsze decyzje i postawił na inne priorytety, dziś mógłby być kimś w stylu Ryana Giggsa, czy żeby było bardziej angielsko, Paula Scholesa. Uronione przez niego łzy po ostatnim gwizdku oznaczającym koniec jego zawodowej kariery wzbudzają podejrzenia, że mógł być tego nawet świadomy. Z jego spojrzenia pełnego rozpaczy można było wyczytać słowa: ,,Boże... przecież to nie tak miało być". I choć ze Starego Kontynentu wyniósł się w wieku 32 lat, to doskonale wie, jak wiele go tu jeszcze zdążyło ominąć. Początek końca miał nastąpić jednak już w roku 2003. Nie mówię tego z żadnej niechęci do Realu Madryt, ale opuszczając Old Trafford po prostu przekroczył Rubikon.
Legendy głoszą, że wielu piłkarzy zdecydowało się opuścić Manchester United, bądź unikać dołączenia do niego ze względu na strach, jaki wywoływał u nich Sir Alex Ferguson. Nie znam jednak dokładnego powodu jego odejścia i szczerze mówiąc nie jest to najbardziej istotne. Najpierw przestał się starać, a dopiero potem klub zdecydował się przedstawić jego odpowiednią cenę. Jego najbliżsi współpracownicy zawsze mówili, że David Beckham był piłkarzem, któremu marzył się Hollywood, błyski fleszy i okładki gazet. Być może nie podobało mu się to, że Manchester United promuje piłkarzy, nie modeli. Nie powodowałoby to u mnie żadnych emocji, gdyby nie fakt, że był to piłkarz wybitny, świetny zawodnik, któremu zabrakło odpowiedniej mentalności. Dziwne, prawda? Przecież wywodzenie się z "Pokolenia 92" dawało piłkarzowi United niesamowite perspektywy. Wystarczy spojrzeć na ilość tytułów zdobytych przez tych zawodników, którzy zdecydowali się pozostać w Manchesterze. Giggs, Gary Neville i Scholes to zawodnicy o znakomitej, czysto piłkarskiej mentalności. David Beckham też wydawał się nią dysponować. Zanim zdecydował się reklamować jakieś gacie i zanim wybudowano mu pomnik z czekolady. Daję głowę, że niejednokrotnie żałował odejścia z Manchesteru i nie chodzi o to, że Real Madryt był dla niego złym miejscem. Zgubiły go parcie na szkło i komercyjność, ale dużą ulgę może mu dawać fakt, że Sir Alex nie miał mu tego nigdy za złe. Kilku zawodników przechodzących do drużyny Królewskich podąża za rozgłosem, który nie był potrzebny ani Beckhamowi, ani jego karierze.
Wiele rzeczy w historii footballu nigdy nie powinno się wydarzyć. Przypadek Davida Beckhama nie jest najgorszą z tych rzeczy, ale na zawsze zapisze się w mojej pamięci. Zawsze jednak lepiej często zmieniać fryzury, niż kluby czy partnerki. Z tego co wyczytałem, jest to co ciekawe jedyny piłkarz, na którym słowa trenera nie robiły większego wrażenia i zawsze uważał, że rozegrał świetne zawody. Szkoda, bo jestem pewny, że porządna bura od trenera zawsze skutkowała czymś dobrym. Cechowała go zbytnia beztroska i pewność siebie. Ta pierwsza cecha przyczyniła się być może do częściowego zaprzepaszczenia znakomitej kariery, ta druga zaś do jej częściowego uratowania. Podsumowując ten krótki wpis, można powiedzieć po prostu: ,,Mądry Anglik po szkodzie, głupi po suszarce".
czwartek, 22 stycznia 2015
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Jeden głupi kiks
Młody człowiek nie może mieć pojęcia co to znaczy stracić szacunek milionów ludzi, na który pracowało się długimi latami. Luis Enrique trafił do Barcelony bezpośrednio z Realu Madryt po wpływem jakiegoś konfliktu z madryckim klubem. Przez osiem lat reprezentował zespół z Camp Nou i pomimo trudnych początków wywalczył sobie szacunek i zaufanie, a później nawet opaskę kapitana. W roku 2004 kończył sportową karierę już jako jedna z legend klubu. W ostatnich latach aktywnie działał jako trener piłkarski. W pierwszych dwóch prowadzonych zespołach: FC Barcelonie B i AS Romie wypadł bardzo średnio, za to sezon w Celcie Vigo zapowiedział jego osobę, jako następcę Pepa Guardioli w pierwszej drużynie klubu ze stolicy Katalonii. Na dzień dzisiejszy jestem zdania, że szukanie jakiegokolwiek odpowiednika wśród legend Barcy z tamtego okresu jest strzałem w kolano. W Barcelonie potrzebny jest trener niebędący wcześniej specjalnie związany z barwami Blaugrana. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Wystarczy zobaczyć co się dzieje w szatni i poza nią. Nagonka na trenera po ostatnim meczu na Anoeta trwa w najlepsze. Przypomnijmy, że ten mecz został przez bordowo-granatowych przegrany wynikiem 1-0. Co więcej jest to czwarty mecz pod wodzą Enrique, w którym zespół nie zdobył gola. W porównaniu do trzech ostatnich trenerów jest to wynik bardzo kompromitujący i nie ma co szukać wielu usprawiedliwień. Barcelona Gerardo Martino nie tylko grała lepiej, ale także widać było, że wśród zawodników panuje przyjazna atmosfera sprzyjająca klubowi i wynikom. Nie chcę przedstawiać tu suchych faktów i statystyk, bo te można zobaczyć na wielu fanpage'ach. Mam zamiar zaprezentować swoje stanowisko i opinię ta temat sytuacji w Barcelonie. Do dziś myślałem, że zarząd nie ma czasu na przejmowanie się wynikami, ponieważ zabiera go troska o własne interesy. Kiedy przeczytałem, że Andoni Zubizarreta został zwolniony ze stanowiska dyrektora sportowego, pojawił się w moim umyśle cień nadziei na to, że jednak sprawy z boiska również dla tych wiecznie uśmiechniętych panów w garniturach istnieją. Dzisiejszego wieczoru cały internet dosłownie zawrzał. Pojawiły się różne głosy, że Luis Enrique ma na poprawę tej sytuacji 2 mecze. Szczerze mówiąc wątpię w powodzenie postawionego trenerowi zadania.Z tych samych źródeł dowiadujemy się, że jeden z kluczowych piłkarzy w wywiadzie miał powiedzieć, że Luis Enrique jest najgorszym trenerem jakiego kiedykolwiek miał i kto wie, czy nie powiedział tego sam Lionel Messi. Kończąc wspomnienie donosów, podobno cały zespół i prezydent Bartomeu nie wierzą już w obecnego trenera Barcelony.
Jeśli mam być szczery do bólu (a mam podstawy, bo pamiętam jak Dani Alves, Iniesta, Messi, Xavi czy Pique wygrywali ligę bez większego problemu), to Luis Enrique jest najgorszym trenerem, jakiego Barcelona miała za mojego życia. Niektórzy powiedzą, że nie są to już przecież Ci sami piłkarze i tak dalej, ale przypominam, że Pep Guaridola jedenastką stworzoną w stu procentach z wychowanków wygrywał mecze z trudnymi rywalami. Dziś Barcelona przegrywa mecze z rywalami nie dość, że mniej groźnymi, to jeszcze mając w składzie piłkarzy, którzy kosztowali po 70, 80 milionów euro (Bóg wie kto tam zna prawdę na ten temat). Kiedy Sir Alex Ferguson trenował Manchester United zadawałem sobie pytanie: Co by było, gdyby Johan Cruyff nie przestał być trenerem Barcy i podobnie jak Fergie, prowadził jeden zespół przez całą swoją trenerską karierę? Na to pytanie nie poznamy już odpowiedzi, ale to nie znaczy, że sytuacja Barcy jest bez wyjścia. Po wyborach prezydenckich, które mają mieć miejsce w tym roku i po powołaniu nowego zarządu, trzeba sprowadzić do klubu osobę z zewnątrz, która wprowadzi do zespołu nowy styl. Ileż można oglądać Barcelonę posiadającą piłkę przez 75% czasu gry, gdy nic z tego nie wynika? Czy to wina Luisa Enrique, że jest słabym trenerem? Kiedy Barca ponownie zdominuje ligę? Czy znajdzie się trener, który podobnie jak Frank Rijkaard i Pep Guardiola, wprowadzi pozytywne zmiany? Dopóki te pytania pozostają bez odpowiedzi, dopóty ciężko mi cokolwiek więcej napisać. Luisa Enrique jest mi mimo wszystko szkoda. Choć jest bliski absolutnego zaprzepaszczenia całego sezonu i winny rozłamowi w szatni, to wielki ból musi powodować u niego fakt, że zaczynają tracić do niego szacunek Ci, którzy jeszcze 15 lat temu poszliby za nim w ogień.
Jeśli mam być szczery do bólu (a mam podstawy, bo pamiętam jak Dani Alves, Iniesta, Messi, Xavi czy Pique wygrywali ligę bez większego problemu), to Luis Enrique jest najgorszym trenerem, jakiego Barcelona miała za mojego życia. Niektórzy powiedzą, że nie są to już przecież Ci sami piłkarze i tak dalej, ale przypominam, że Pep Guaridola jedenastką stworzoną w stu procentach z wychowanków wygrywał mecze z trudnymi rywalami. Dziś Barcelona przegrywa mecze z rywalami nie dość, że mniej groźnymi, to jeszcze mając w składzie piłkarzy, którzy kosztowali po 70, 80 milionów euro (Bóg wie kto tam zna prawdę na ten temat). Kiedy Sir Alex Ferguson trenował Manchester United zadawałem sobie pytanie: Co by było, gdyby Johan Cruyff nie przestał być trenerem Barcy i podobnie jak Fergie, prowadził jeden zespół przez całą swoją trenerską karierę? Na to pytanie nie poznamy już odpowiedzi, ale to nie znaczy, że sytuacja Barcy jest bez wyjścia. Po wyborach prezydenckich, które mają mieć miejsce w tym roku i po powołaniu nowego zarządu, trzeba sprowadzić do klubu osobę z zewnątrz, która wprowadzi do zespołu nowy styl. Ileż można oglądać Barcelonę posiadającą piłkę przez 75% czasu gry, gdy nic z tego nie wynika? Czy to wina Luisa Enrique, że jest słabym trenerem? Kiedy Barca ponownie zdominuje ligę? Czy znajdzie się trener, który podobnie jak Frank Rijkaard i Pep Guardiola, wprowadzi pozytywne zmiany? Dopóki te pytania pozostają bez odpowiedzi, dopóty ciężko mi cokolwiek więcej napisać. Luisa Enrique jest mi mimo wszystko szkoda. Choć jest bliski absolutnego zaprzepaszczenia całego sezonu i winny rozłamowi w szatni, to wielki ból musi powodować u niego fakt, że zaczynają tracić do niego szacunek Ci, którzy jeszcze 15 lat temu poszliby za nim w ogień.
piątek, 2 stycznia 2015
Krótko: O najlepszym zawodniku pierwszej rundy - Eden Hazard
W przerwie między określaniem najlepszych i najgorszych transferów ostatniego okienka, chciałbym znaleźć miejsce na zidentyfikowanie najlepszego zawodnika zakończonej, pierwszej rundy sezonu. Pomimo znakomitej formy strzeleckiej Aguero, Austina, Diego Costy i Alexisa Sancheza, pomimo wielu asyst Fabregasa i doskonałej dyspozycji Davida De Gei, zwycięzca tego ,,plebiscytu" jest tylko jeden- Eden Hazard.
Po boiskach Premier League biega wielu naprawdę znakomitych dryblerów, jednak żaden z nich nie może pochwalić się taką swobodą i kontrolą piłki jak właśnie Belg. Nie bez powodu nosi imię pupila w składzie Jose Mourinho. Jest po prostu najlepszym zawodnikiem ligi. "Brzemię" to przeszło na niego kolejno z Gareth'a Bale'a i Luisa Suareza, ale mamy nadzieję, że Eden Hazard będzie czarował w Anglii dużo dłużej niż wcześniej wymienieni panowie. Mimo, że daleko mu do Króla strzelców, ma wśród piłkarzy ekstraklasy najlepsze predyspozycje, by nagrodę dla najlepszego młodzieńca zamienić na nagrodę dla najlepszego piłkarza. Miejmy nadzieję, że kontuzje i spadek formy będą trzymać się od Hazarda z daleka i nieprzerwanie będziemy mogli oglądać jego spektakularne zagrania. Ma niepowtarzalną szansę, by w 2015 roku zdobyć ze swoją Chelsea Mistrzostwo Anglii. Pomimo pewności niektórych ekspertów, do zdobycia tytułu jeszcze daleka droga, a od dyspozycji Belga może naprawdę bardzo dużo zależeć.
Eden Hazard jest jednym z tych zawodników, którzy świetnie grają w klubie, jednak w reprezentacji są czasem cieniem samego siebie. Nie oszukujmy się, Mundial w 2014 roku w Brazylii wyszedł liderowi reprezentacji Belgii dość miernie. Doszedł co prawda ze swoimi rodakami do 1/4 finału i miał tam szansę pokonać Argentyńczyków, ale to i tak nie były jego Mistrzostwa. Być może Euro 2016 we Francji będzie dla Edena bardziej szczęśliwe ze względu na to, że rozgrywane będzie na Starym Kontynencie. Nie ulega wątpliwości, że Czerwone Diabły będą postrzegane jako jedni z głównych faworytów do zwycięstwa w całym turnieju.
Eden Hazard zachwycał w pierwszej rundzie między innymi umiejętnością krótkiego trzymania piłki, świetnym dryblingiem, otwieraniem pola lewemu obrońcy na skrzydle lub Diego Coscie w okolicach pola karnego, pewnym wykorzystywaniem rzutów karnych (oprócz jedenastki w Champions League z Mariborem) oraz znakomitym timingiem. Jego nietuzinkowość jest powodem tego, że oprócz miana najlepszego zawodnika ligi (w mojej subiektywnej ocenie), jest również najczęściej faulowanym zawodnikiem angielskiej ekstraklasy. W klasyfikacji kanadyjskiej zgromadził 15 punktów (8 bramek i 7 asyst). Najważniejsze jest jednak to, co poza statystykami daje drużynie i jaki ma wpływ na końcowy rezultat meczu. Jeżeli pod uwagę weźmiemy tylko rundę jesienną, to najlepszym zawodnikiem zostałby Eden Hazard, a nagrodę dla najlepszego młodego piłkarza zdobyłby Harry Kane z Tottenhamu, który ma papiery, by zostać napastnikiem o klasie równej co Alan Shearer, czy Wayne Rooney.
Niewykluczone, że przy zdobyciu w 2015 roku przez Chelsea Mistrzostwa Anglii i dobrego występu w Lidze Mistrzów, Eden Hazard będzie jednym z głównych kandydatów do wygrania Złotej Piłki. Wiem, że rok dopiero się zaczął, ale jeżeli ktoś siedzi w futbolu wiele lat, to potrafi przewidzieć pewne sprawy. Tak czy inaczej jestem pewny, że ,,Dziesiątka" The Blues, będzie dostarczała Jose Mourinho sporo uśmiechu i napawała dumą wszystkich Belgów i sympatyków Chelsea.
czwartek, 1 stycznia 2015
Pół roku w nowym świecie
Czym byłby dzisiejszy football bez wielkich transferów? Ciężko odpowiedzieć na to pytanie i wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Czasy, w których miejscowi chłopcy przychodzili na trening i tworzyli drużynę, dawno minęły. Przed nami kolejne okienko transferowe i z wielkim apetytem czekamy na rozwój wydarzeń. Dziś pragnę przedstawić swoją opinię na temat transferów z ostatniego letniego okienka. Chciałbym podzielić poszczególne zabiegi transferowe na udane i nieudane z perspektywy rundy jesiennej. Zacznijmy może od transferów najbardziej trafionych. Później się zobaczy.
1.Alexis Sanchez.
Bez skrępowania mówię, że pierwszym, który przyszedł mi na myśl, jest właśnie Chilijczyk. Jak na pierwszy sezon w roli skrzydłowego Arsenalu rozgrywa zawody spektakularne, a gra Kanonierów opiera się właśnie na nim. Brendan Rodgers zapewne do dziś żałuje, ze Alexis nie dołączył do The Reds, którzy przecież wykładali na stół większą sumę niż Londyńczycy. Często kiedy zawodnik przechodzi z La Liga do Premier League, ludzie myślą, że nie poradzi sobie fizycznie. Jednak jak widać nie każdy jest Mesutem Ozilem. Alexis udowadnia ponadto, że rolą skrzydłowego jest nie tylko ślepe wyrzucenie piłki przed siebie i wrzutka w pole karne. Być może Jesus Navas powinien wyciągnąć jakieś wnioski z gry bardziej utalentowanego kolegi po fachu. Powiem więcej. Trenerzy powinni puszczać akcje Sancheza swoim zawodnikom i mówić coś w stylu: ,,Proszę mi się tego nauczyć na pamięć", bo to jak Chilijczyk wkomponował się w zespół Wengera budzi podziw i szacunek. Bardzo fajnie, że znalazł się w Arsenalu ktoś, o kim można powiedzieć ,,Lider drużyny", bo powiedzmy sobie szczerze: Ani Wilshere, ani Ramsey, ani tym bardziej wymieniony wcześniej Ozil nie zdołali udźwignąć tego ciężaru. Podsumowując opinię o tym transferze chciałbym dodać jedno: Najlepszy zaraz za Hazardem skrzydłowy ligi. Życzymy Kanonierom więcej takich znakomitych zawodników.
2. Nemanja Matic, Cesc Fabregas, Diego Costa
Postanowiłem
wrzucić trzy najlepsze transfery londyńskiej Chelsea do jednego worka,
ponieważ ciężko wyróżnić tylko jeden z nich. Patrząc momentami na grę The Blues, można się zachwycić. W końcu jest to prawdziwy kolektyw i nawet bez Franka Lamparda potrafi grzać sukcesywnie tron lidera ekstraklasy. Ogromny wkład w zwycięstwa drużyny ze Stamford Bridge mają zawodnicy kupieni tego lata. Akcje bramkowe Diego Costy i Cesca Fabregasa, oraz porządek, jaki wprowadza w defensywie i konstruowaniu ataków Nemanja Matic, przysłużyły się zdobyciu znacznej liczby punktów przez zespół Mourinho.
Na dzień dzisiejszy środek pola jest chyba najlepszy w całej lidze i nie jest to spowodowane genialną formą Oscara, ale właśnie dyspozycją Matica i Fabregasa, czyli tych dwóch cofniętych pomocników Chelsea. Wiemy jednak doskonale, że Fabregas ma znacznie więcej zadań związanych z ofensywą. Podczas pierwszej rundy zgromadził 13 asyst. Dla porównania, Jackowi Wilshere'owi grającemu nieprzerwanie w Premier League, zgromadzenie dwunastu ostatnich podań zajęło ok. 7 lat. Diego Costa już w pierwszym sezonie będzie toczył zacięty bój o zostanie królem strzelców, podobnie jak wcześniej Luis Suarez. Nic dodać, nic ująć. Chelsea porobiła ostatnimi czasy doskonałe transfery, czego dowodem jest sama gra, ale już niedługo będą to tytuły, być może nawet tytuł Mistrza Anglii lub Europy.
W przypadku ruchów transferowych West Ham United, można było, podobnie jak z Chelsea, wziąć w klamrę wszystkie transfery dokonane ostatniego okna. Alex Song, Enner Valencia i Cheikhou Kouyate spisują się naprawdę świetnie w nowym klubie. Jednak to Senegalczyk Sakho wywarł na mnie największe wrażenie. W pierwszej rundzie rozgrywając 14 spotkań zdobył 8 bramek. Wyprzedza tym samym takie znakomitości jak: Robin van Persie, Wayne Rooney, Romelu Lukaku czy Eden Hazard. Wraz z młodszym z braci Valencia tworzy znakomity duet napastników, dzięki któremu właśnie drużyna Sama Allardyce'a jest określana jako rewelacja ligi. Nie można jednak osiąść na laurach, bo po fenomenalnej rundzie jesiennej, apetyty kibiców na Upton Park znacznie się zaostrzyły. Mam szczerą nadzieję, że chłopaki ze wschodu stolicy nie spuszczą z tonu i w okolicach kwietnia zacznie się morderczy bój o europejskie puchary, których rozgrywki mają wyraźną szansę stanąć w mydlanych bańkach, jakie oglądamy zawsze przed meczami popularnych Młotów.
4. Radamel Falcao
Jest to co prawda wypożyczenie z opcją wykupu za 46 milionów funtów, ale moim zdaniem, Falcao jest bezsprzecznie najlepszym pozyskanym piłkarzem tego lata przez Manchester United, który w końcu wchodzi na właściwe tory. Bramki i asysty popularnego El Tigre pozwoliły Czerwonym Diabłom na zgromadzenie kilku dodatkowych, niezwykle ważnych oczek. Mimo, że Kolumbijczyk nie jest jeszcze w swojej optymalnej formie, to i tak nieprzerwanie możemy obserwować jego niezwykłe umiejętności. Nie każdy piłkarz potrafiłby strzelić gola na Britannia Stadium, a właśnie w ostatnim meczu mu się to udało. Sprowadzenie kolumbijczyka na Old Trafford było trafną decyzją i na pewno nikt dzisiaj tego w czerwonej części Manchesteru nie żałuje. Jeżeli Radamel Falcao pozostanie w United na dłużej i odzyska optymalną formę, to może stać się kolejną legendą najpotężniejszego klubu w Anglii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



