Młody człowiek nie może mieć pojęcia co to znaczy stracić szacunek milionów ludzi, na który pracowało się długimi latami. Luis Enrique trafił do Barcelony bezpośrednio z Realu Madryt po wpływem jakiegoś konfliktu z madryckim klubem. Przez osiem lat reprezentował zespół z Camp Nou i pomimo trudnych początków wywalczył sobie szacunek i zaufanie, a później nawet opaskę kapitana. W roku 2004 kończył sportową karierę już jako jedna z legend klubu. W ostatnich latach aktywnie działał jako trener piłkarski. W pierwszych dwóch prowadzonych zespołach: FC Barcelonie B i AS Romie wypadł bardzo średnio, za to sezon w Celcie Vigo zapowiedział jego osobę, jako następcę Pepa Guardioli w pierwszej drużynie klubu ze stolicy Katalonii. Na dzień dzisiejszy jestem zdania, że szukanie jakiegokolwiek odpowiednika wśród legend Barcy z tamtego okresu jest strzałem w kolano. W Barcelonie potrzebny jest trener niebędący wcześniej specjalnie związany z barwami Blaugrana. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Wystarczy zobaczyć co się dzieje w szatni i poza nią. Nagonka na trenera po ostatnim meczu na Anoeta trwa w najlepsze. Przypomnijmy, że ten mecz został przez bordowo-granatowych przegrany wynikiem 1-0. Co więcej jest to czwarty mecz pod wodzą Enrique, w którym zespół nie zdobył gola. W porównaniu do trzech ostatnich trenerów jest to wynik bardzo kompromitujący i nie ma co szukać wielu usprawiedliwień. Barcelona Gerardo Martino nie tylko grała lepiej, ale także widać było, że wśród zawodników panuje przyjazna atmosfera sprzyjająca klubowi i wynikom. Nie chcę przedstawiać tu suchych faktów i statystyk, bo te można zobaczyć na wielu fanpage'ach. Mam zamiar zaprezentować swoje stanowisko i opinię ta temat sytuacji w Barcelonie. Do dziś myślałem, że zarząd nie ma czasu na przejmowanie się wynikami, ponieważ zabiera go troska o własne interesy. Kiedy przeczytałem, że Andoni Zubizarreta został zwolniony ze stanowiska dyrektora sportowego, pojawił się w moim umyśle cień nadziei na to, że jednak sprawy z boiska również dla tych wiecznie uśmiechniętych panów w garniturach istnieją. Dzisiejszego wieczoru cały internet dosłownie zawrzał. Pojawiły się różne głosy, że Luis Enrique ma na poprawę tej sytuacji 2 mecze. Szczerze mówiąc wątpię w powodzenie postawionego trenerowi zadania.Z tych samych źródeł dowiadujemy się, że jeden z kluczowych piłkarzy w wywiadzie miał powiedzieć, że Luis Enrique jest najgorszym trenerem jakiego kiedykolwiek miał i kto wie, czy nie powiedział tego sam Lionel Messi. Kończąc wspomnienie donosów, podobno cały zespół i prezydent Bartomeu nie wierzą już w obecnego trenera Barcelony.
Jeśli mam być szczery do bólu (a mam podstawy, bo pamiętam jak Dani Alves, Iniesta, Messi, Xavi czy Pique wygrywali ligę bez większego problemu), to Luis Enrique jest najgorszym trenerem, jakiego Barcelona miała za mojego życia. Niektórzy powiedzą, że nie są to już przecież Ci sami piłkarze i tak dalej, ale przypominam, że Pep Guaridola jedenastką stworzoną w stu procentach z wychowanków wygrywał mecze z trudnymi rywalami. Dziś Barcelona przegrywa mecze z rywalami nie dość, że mniej groźnymi, to jeszcze mając w składzie piłkarzy, którzy kosztowali po 70, 80 milionów euro (Bóg wie kto tam zna prawdę na ten temat). Kiedy Sir Alex Ferguson trenował Manchester United zadawałem sobie pytanie: Co by było, gdyby Johan Cruyff nie przestał być trenerem Barcy i podobnie jak Fergie, prowadził jeden zespół przez całą swoją trenerską karierę? Na to pytanie nie poznamy już odpowiedzi, ale to nie znaczy, że sytuacja Barcy jest bez wyjścia. Po wyborach prezydenckich, które mają mieć miejsce w tym roku i po powołaniu nowego zarządu, trzeba sprowadzić do klubu osobę z zewnątrz, która wprowadzi do zespołu nowy styl. Ileż można oglądać Barcelonę posiadającą piłkę przez 75% czasu gry, gdy nic z tego nie wynika? Czy to wina Luisa Enrique, że jest słabym trenerem? Kiedy Barca ponownie zdominuje ligę? Czy znajdzie się trener, który podobnie jak Frank Rijkaard i Pep Guardiola, wprowadzi pozytywne zmiany? Dopóki te pytania pozostają bez odpowiedzi, dopóty ciężko mi cokolwiek więcej napisać. Luisa Enrique jest mi mimo wszystko szkoda. Choć jest bliski absolutnego zaprzepaszczenia całego sezonu i winny rozłamowi w szatni, to wielki ból musi powodować u niego fakt, że zaczynają tracić do niego szacunek Ci, którzy jeszcze 15 lat temu poszliby za nim w ogień.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz