środa, 19 listopada 2014
Krótko: O odejściu Messiego
Zauważyłem, że ostatnio bardzo dużo mówi się o domniemanym odejściu Leo Messiego z FC Barcelony. Przeglądając facebooka, czy różne strony o Dumie Katalonii, kilkakrotnie natknąłem się na ten temat. Chciałbym więc wyrazić swoją subiektywną opinię.
Moim zdaniem, póki co nie jest to możliwe. Na tym jednak nie zamierzam zakończyć. Leo od sezonu 2008/2009 jest najlepszym piłkarzem jaki stąpa po tej planecie. Ma co prawda bardzo silnego rywala, który obecnie jest w lepszej formie niż Argentyńczyk, ale to nie o ich rywalizacji chciałem tutaj pisać. Kiedy wychowanek La Masii zdobywał kolejne trofea drużynowe, indywidualne, dziesiątki bramek w sezonie i notował mnóstwo asyst, wielu jego miłośników być może myślało, że tak już będzie zawsze. Niestety lata lecą i do zakończenia przygody Messiego coraz bliżej. Uważam jednak, że to jeszcze nie czas na takie szaleństwa. Jego słabsza dyspozycja w ostatnim roku może co prawda irytować momentami kibiców Blaugrany, którzy przecież wymagają od niego przysłowiowych gruszek na wierzbie, ale trudno im się dziwić. Facet, który ma na swoim koncie cztery Złote Piłki, miał decydujący wkład na zdobycie większości z dwudziestu jeden zdobytych trofeów drużynowych i na dodatek jest w najlepszym dla piłkarza wieku, powinien przecież pójść za ciosem. W przypadku Leo możemy zaobserwować niestety widoczną obniżkę formy. Nie czyni go to, co prawda słabym piłkarzem, ale tyle jak się okazuje wystarczy, żeby dziennikarze mieli o czym pisać. Jeżeli piłkarz rzeczywiście ma charakter i chęci, to właśnie w takim momencie powinien starać się udowodnić, że skreślanie go po jednym słabszym sezonie jest całkowitym absurdem. Nie wychodzi mu to co prawda tak jakby tego chciał, ale jeżeli chcemy znowu oglądać najlepsze wydanie Atomowej Pchły, musimy cierpliwie poczekać i mieć nadzieję, że Argentyńczyk nigdzie nie odejdzie. Gość, który spędził całą swoją karierę w jednej drużynie może mieć niemałe problemy z dostosowaniem się do gry innej. W końcu co klub, to obyczaj, a Leo zdaje się nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Wydaje się ponadto, że jest to raczej piłkarz, któremu bardziej zależy na drużynie niż na rekordzie transferowym. Uspokajające jest również to, że cały czas trzyma się tego, o czym mówił wcześniej. Chciałby bowiem grać w Barcelonie do czasu, aż włodarze będą chcieli zakończyć z nim współprace. Nie sądzę, że zarząd Barcelony jest na tyle nieudolny, by pozbyć się takiego zawodnika. Co prawda po Panu Zubizarrecie można się spodziewać wiele, ale bez przesady. Chyba nawet gość, który pozwolił odejść Davidowi Villi za 5 milionów Euro nie wyobraża sobie Lionela Messiego w koszulce innej, niż Barcelony.
Jeżeli lider Blaugrany weźmie sobie obecną sytuację mocno do serca, to mogą z tego wyniknąć same pozytywne rzeczy. Culés zależy przede wszystkim na tym, by w trudnych momentach brał na siebie ciężar spotkania i miał pomysł na odwrócenie jego losów. Na dzień dzisiejszy tworzy z Suarezem i Neymarem najlepszy atak na świecie, co nie ulega dużej wątpliwości. Przepaść pomiędzy teorią a praktyką jest jednak dość spora, a fotel lidera La Liga prysnął jak cudowny sen. Wiemy doskonale, że nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte, a o ostatecznym wyniku może zadecydować nawet ostatnia kolejka, jak to było w zeszłym sezonie.
Osobiście wciąż jestem dobrej myśli i mam nadzieję że już w najbliższą sobotę na stadionie Camp Nou w meczu z Sevillą Grzegorza Krychowiaka, znowu zobaczymy najlepszą wersję Leo Messiego, którego postać jest dla piłki nożnej co najmniej kultowa, a jego odejście zakończyłoby pewną piękną epokę w dziejach footballu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz