"Możecie zabrać mi cały majątek, ale zostawcie mi ludzi, ja go odbuduję w ciągu 2 lat, ale jeśli zabierzecie mi ludzi a zostawicie majątek, ja nie zrobię nic". Pamiętam doskonale dni, w których powyższa myśl Billa Gatesa była prawdą obowiązującą na co dzień w footballu. Były to czasy, w których wydanie na piłkarza sumy 70 milionów euro było nie do pomyślenia. Transfer Figo w roku dwutysięcznym opiewający na kwotę 56 milionów euro wywołał prawdziwy szok nie tylko ze względu barw, na jakie Portugalczyk zamienił Blaugranę. Świadomość, że ktoś może zapłacić tyle pieniędzy za to, żeby facet grał w piłkę była nie do przyjęcia. Były to jednak czasy, w których rządziła idea klubu jako rodziny. Dla prawdziwego piłkarza trener drużyny powinien być jak ojciec, a klub jak ukochana żona, od której odchodzi tylko piłkarz, który nie ma jej już nic do powiedzenia i zaoferowania. Nadszedł w końcu ten smutny moment, w którym żyją ludzie potrafiący przeliczyć miłość na pieniądze. Nie chce tu jednak stawiać zarzutów zawodnikom Manchesteru City czy Paris Saint Germain. Wielu z nich bowiem zdecydowało się na ten transfer by ratować swoje kariery i uniknąć ławki rezerwowych. Każda drużyna ma swoją historię i tradycję. Wszyscy kibice, piłkarze i działacze, których łączy jeden herb powinni być z nich dumni. Historia piłki sprawiła jednak, że przed poszczególnymi klubami odczuwa się różny respekt. Przecież żadną sztuką jest śmiać się z tego, że Manchester United przeżywa boiskowy kryzys. Uważam jednak, że istnieje więcej czynników każących okazywać Czerwonym Diabłom bezwzględny szacunek, na który pracowali sobie przez bardzo długi czas. Lista nazwisk piłkarzy z Hall of Fame Manchesteru United jest tak długa, że spokojnie można byłoby sporządzić z niej przynajmniej dwa Dream Teamy. Doskonale wiemy, że jest to klub potrafiący poradzić sobie z problemem większym niż odejście Sir Alexa Fergusona. Temu właśnie zawdzięcza swoje dotychczasowe osiągnięcia.

Każdy sukces ma swoich twórców. Pierwszym, który przychodzi mi na myśl jest Sir Matt Busby. Posadę trenera klubu z Manchesteru objął w 1945 roku. Menadżer charakteryzował się tym, że bardzo lubił stawiać na młodych zawodników. To właśnie pod jego skrzydłami rozwinęli się tacy gracze jak: Duncan Edwards, Billy Foulkes, Eddie Colman, czy choćby najlepszy strzelec w historii United: Sir Bobby Charlton. Drużyna nazywana potocznie: ,,Busby Babes" była spektakularna, a ich grą zachwycała się cała Anglia. Drużyna Busby'ego z powodzeniem radziła sobie również w Pucharze Europy. 6 lutego 1958 roku młoda ekipa z Old Trafford grała wyjazdowe spotkanie w Belgradzie z Crveną Zvezda. Po meczu dawjącym im awans do kolejnej rundy, w drodze powrotnej w Monachium nastąpiło międzylądowanie mające na celu uzupełnienie paliwa w samolocie, którym podróżowali. Nic nie wskazywało na to, że znaczna część wspaniałej kadry Manchesteru rozegrała swój ostatni mecz w karierze.To właśnie tego dnia miała miejsce najstraszniejsza katastrofa w historii footballu. Po rozbiciu samolotu drużyny w wyniku nieudanego startu, życie straciło 23 z 43 pasażerów, w tym ośmiu kluczowych zawodników kadry wraz z jej liderem Duncanem Edwardsem. Żałoba po tym wydarzeniu ogarnęła cały footballowy świat, a wielkości tej straty nie można było wyrazić słowami wszystkich języków na Ziemi. Manchester United został spisany na straty. Mało kto wierzył, że kiedykolwiek uda się klubowi odzyskać dawną świetność.

Każdy sukces ma swoich twórców. Pierwszym, który przychodzi mi na myśl jest Sir Matt Busby. Posadę trenera klubu z Manchesteru objął w 1945 roku. Menadżer charakteryzował się tym, że bardzo lubił stawiać na młodych zawodników. To właśnie pod jego skrzydłami rozwinęli się tacy gracze jak: Duncan Edwards, Billy Foulkes, Eddie Colman, czy choćby najlepszy strzelec w historii United: Sir Bobby Charlton. Drużyna nazywana potocznie: ,,Busby Babes" była spektakularna, a ich grą zachwycała się cała Anglia. Drużyna Busby'ego z powodzeniem radziła sobie również w Pucharze Europy. 6 lutego 1958 roku młoda ekipa z Old Trafford grała wyjazdowe spotkanie w Belgradzie z Crveną Zvezda. Po meczu dawjącym im awans do kolejnej rundy, w drodze powrotnej w Monachium nastąpiło międzylądowanie mające na celu uzupełnienie paliwa w samolocie, którym podróżowali. Nic nie wskazywało na to, że znaczna część wspaniałej kadry Manchesteru rozegrała swój ostatni mecz w karierze.To właśnie tego dnia miała miejsce najstraszniejsza katastrofa w historii footballu. Po rozbiciu samolotu drużyny w wyniku nieudanego startu, życie straciło 23 z 43 pasażerów, w tym ośmiu kluczowych zawodników kadry wraz z jej liderem Duncanem Edwardsem. Żałoba po tym wydarzeniu ogarnęła cały footballowy świat, a wielkości tej straty nie można było wyrazić słowami wszystkich języków na Ziemi. Manchester United został spisany na straty. Mało kto wierzył, że kiedykolwiek uda się klubowi odzyskać dawną świetność.
Podczas gdy trener drużyny- Matt Busby dochodził do zdrowia, stery objął jego asystent- Jimmy Murphy, który odbudował zespół i doprowadził go do finału Pucharu Anglii, gdzie przegrał z Boltonem Wanderers. Z czasem w klubie zaczęli pojawiać się kolejni wielcy zawodnicy tacy jak Denis Law czy uważany przez niektórych za najlepszego piłkarza w historii- George Best. Tu się na chwilkę zatrzymamy. Był to bowiem człowiek, który dysponował umiejętnościami lepszymi od Pelego czy Maradony i wcale nie piszę tego w stanie nietrzeźwości umysłowej. Bez podtekstów. Nikt nie wie przecież jak potoczyłaby się kariera Irlandczyka gdyby nie Jego problemy z alkoholem. Przez to właśnie w 1975 roku został odsunięty od gry w United, dla którego strzelił łącznie 179 bramek w 466 meczach. Po odejściu z United zakończyła się jego poważna kariera, której już nigdy nie udało mu się odratować. Mistrz Europy i najlepszy piłkarz Starego Kontynentu po przeprowadzce z Manchesteru już nigdy nie prezentował dawnej formy. Zawodników światowej klasy szkolonych przez Matta Busby'ego było bardzo wielu, ale liczy się tylko to, że stworzył on z tego klubu prawdziwą potęgę. To właśnie za Jego kadencji w 1968 roku United zdobył swój pierwszy w historii Puchar Europy po zwycięstwie z Benfiką Lizbona. Dokonał tego jako pierwszy klub pochodzący z Wysp Brytyjskich.
Po odejściu Sir Matta Busby'ego w 1969 roku, Manchester United rozegrał
kilka słabszych sezonów. Na ławce trenerskiej zasiadali wówczas Wilf McGuinness, Frank O'Farrell, Tommy Docherty, Dave Sexton i Ron Atkinson. Jedynym, którego warto tutaj wspomnieć jest ten ostatni. Dokonał on bowiem najdroższego zakupu w ówczesnej Anglii, kupując niejakiego Bryana Robsona z West Bromwich Albion. Grał w drużynie z Old Trafford przez 13 lat, z czego 12
z opaską kapitana na ramieniu. Pod tym względem do dziś jest absolutnym rekordzistą klubu.
O historii United z tego czasu można napisać nieco więcej. Ja jednak nie mogę się doczekać, aby zacząć rozdział absolutnie przełomowy. Dzień, w którym Alex Ferguson został nowym menadżerem klubu sam w sobie nie był jakiś szczególnie niesamowity. Nikt wtedy przecież nie miał prawa wiedzieć, że Szkot jest jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym trenerem jaki stąpa po tej planecie. Trzeba przyznać, że facet dosłownie rozpieścił fanów klubu na całym świecie. Musimy być jednak świadomi tego, że nic nikomu nie przyszło na Old Trafford łatwo. W trzech pierwszych sezonach szkoleniowiec zajmował kolejno jedenaste, drugie i jedenaste miejsce w lidze. Już wtedy zaczęto spekulacje o jego domniemanym zwolnieniu, które jak doskonale wiemy na szczęście nigdy nie miało miejsca. Posadę trenera Czerwonych Diabłów obronił dzięki zdobyciu Pucharu Anglii w 1990 roku. Dwa lata później w kadrze Czerwonych Diabłów widniały takie nazwiska jak: Dennis Irwin, Gary Pallister, Peter Schmeichel, Lee Sharpe czy Mark Hughes. Trzeba przyznać, że w tamtych czasach była to absolutnie paka jak trzeba.
Latem 1992 roku klub pozyskał pewnego Francuza o pseudonimie ,,Bóg". Niektórzy mówili na Niego też Éric... Éric Cantona. Wszyscy wiemy, że ten facet był znakomitym zawodnikiem, ale czasem puszczały mu nerwy. Lepiej jednak powiedzieć wprost: Joey Barton to przy Nim prawdziwa Oaza Spokoju. Całe szczęście cios Kung Fu, jaki zadał kibicowi drużyny przeciwnej nie był jego największym osiągnięciem w karierze. Oprócz dziesięciu trofeów drużynowych jakie zdobył z Manchesterem United, Eric Cantona został wybrany między innymi najlepszym zawodnikiem w historii Premier League, najlepszym piłkarzem stulecia oraz sezonu 1993/94 według PFA. Jest zatem jednym z tych ludzi, którzy zawsze będą przynosić wielką dumę klubowi z Old Trafford. Największy zaszczyt przeszedł mu jednak koło nosa. Bo czy może piłkarzowi przydarzyć się coś lepszego, niż usłyszenie z ust samego Sir Alexa Fergusona słów: ,,Ty jesteś najlepszym piłkarzem, z jakim kiedykolwiek pracowałem"? Trzeba zapytać Roya Keane'a, bo to właśnie On został przez Szkota tak określony. Był to jeden z tych zawodników, który wśród swoich kolegów powodował niemal równomierny strach jak u rywali. Absolutny szef drużyny, na temat którego powiedziano już wszystko i jeszcze więcej. Można go oczywiście kochać lub nienawidzić, ale nikt mi nie powie, że Roy Keane nie potrafił grać w piłkę. Czasami mam wrażenie, że to brak strachu i gorąca głowa dawały mu taką siłę. Był jak się okazuje piłkarzem, który nie bał się na boisku nikogo, włącznie z sędzią. Wśród 25 gości biorących udział w meczu bo trawie biegał Roy Keane i 24 pozostałych, którzy za wszelką cenę nie chcieli mu zajść za skórę. Niewykluczone, że były kapitan Czerwonych Diabłów jest najbardziej charyzmatycznym piłkarzem, jaki grał na angielskich boiskach. Zdecydowanie najlepszym sezonem w karierze Fergusona był ten z lat 1998/1999. Manchester United jako pierwszy angielski klub wygrał ligę angielską, Puchar Anglii i Ligę Mistrzów w ciągu jednego roku. Zwycięstwo na arenie międzynarodowej przyniósł jeden z największych dreszczowców w historii piłki nożnej. Czerwone Diabły podejmowały wtedy Bayern Monachium w finale Champions League. Mecz zakończył się wynikiem 2-1. Nie ma w tym nic niecodziennego, gdyby nie fakt, że w 90' minucie na tablicy świetlnej widniał wynik 0-1 dla Bawarczyków. Piłkarze którzy weszli na boisko w 67' i 81' minucie czyli Teddy Sheringham i Ole Gunnar Solskjær strzelili decydujące bramki odpowiednio w 91' i 93' minucie spotkania. Swoje najlepsze lata przeżywali na Old Trafford wtedy takie znakomitości jak Andy Cole i Dwight Yorke, którzy zapisali się w historii footballu jako jeden z najlepiej funkcjonujących duetów świata oraz David Beckham.Ten ostatni po odejściu z Manchesteru do Madrytu nie prezentował już tak znakomitej formy. W składzie na finał w Barcelonie znalazł się również Gary Neville, o którym to Ferguson powiedział, że gdyby był chociaż o cal wyższy, byłby najlepszym obrońcą w Wielkiej Brytanii. Tu lista nazwisk wielkich Diabłów z tamtych lat jeszcze się nie kończy. Strzelec ostatniej bramki w finałowym meczu z Bayernem, który zawsze był znany jako ,,Joker" Fergusona czyli wyżej wymieniony Ole Gunnar Solskjær to piłkarz, który zawsze wchodził z ławki i często decydował o losach meczu.Pierwsza dekada XXI wieku upłynęła Czerwonym Diabłom dość spokojnie.
O jakości klubu przez bardzo długi czas zgodnie z tradycją decydowali wielcy zawodnicy. Edvin van der Sar, Rio Ferdinand, Nemanja Vidić i Patrice Evra bronili bardzo skutecznie dostępu do własnej bramki. Najbardziej utytułowany piłkarz w historii Premier League- Ryan Giggs, który pamiętał zwycięstwo na Camp Nou z drużyną z Bawarii z roku 1999 oraz przez wielu uważany za najlepszego pomocnika świata- Paul Scholes dominowali w środku pola strzelając i asystując przy wielu bramkach. Napastnikiem numer jeden był kolejny wielki talent, Latający Holender czyli Ruud van Nisterlooy, a jego następcą znany wszystkim doskonale Wayne Rooney, który do dziś z opaską kapitana drużyny strzela gole dla United. Sami widzicie, że tych zawodników było więcej, niż ktokolwiek mógłby spamiętać.
Po wykonaniu zadania i zdominowaniu ligi angielskiej, Wielki Sir Alex Ferguson postanowił w 2013 roku przejść na zasłużoną emeryturę. Przez 26 lat wspaniałej kadencji wygrał z Manchesterem United 38 trofeów, z czego 13 za wygranie lokalnej ligi. Aż strach pomyśleć ile przeszło przez to paczek gum do żucia, wiedząc, że towarzyszyły one Szkotowi w każdym z tysiąca czterystu dziewięćdziesięciu ośmiu meczów na ławce trenerskiej United. Istnieje więc wystarczająco dużo powodów, aby uznać go za najlepszego menadżera w historii piłki nożnej.
Śmiałkiem, który zdecydował się wejść w największe buty na świecie był niejaki David Moyes, który przez 11 lat pełnił rolę trenera Evertonu. Na Old Trafford spędził tylko jeden sezon podczas którego stracił 90% zyskanego w Mieście Beatelsów szacunku. Manchester United zakończył bowiem ligę na 7. miejscu. Było to absolutnie nie do przyjęcia i dla kibiców i dla zarządu klubu. Wszyscy przyzwyczaili się do sukcesów tak bardzo, że nie zwracano uwagi na to, że jego poprzednik w swoim pierwszym sezonie skończył 4 lokaty niżej. Liczyło się tylko Mistrzostwo.
Na dzień dzisiejszy, drużyna z Old Trafford zajmuje 7. miejsce po 11 kolejkach.
Pocieszające jest jednak to, że możemy zaobserwować stopniowe postępy w grze. Cała sytuacja jest doskonałym przykładem na to, jak brak jednego człowieka może diametralnie zmienić obraz gry całego zespołu. Wierzę jednak głęboko, że klub nie będzie czekał długo na zdobycie 21. Mistrzostwa Anglii, a drużyna będzie grała jak za dawnych dobrych lat. Jednego możemy być na szczęście pewni- Manchester United zawsze gra o 3 punkty.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz